Na pierwszy rzut ucha, na płycie My Best Friend Is You nie słychać iż Kate Nash zrobiła krok naprzód. Artystka, nie zmieniając swojego kate-nashowego, popowego stylu, poszukuje innych form ekspresji. Jednak by to dostrzec, trzeba się trochę nash-ukać.
Zacznijmy od singla – Do Wah Doo. Zwykła chwytliwa piosenka o tym, że facetom bardziej podobają się zgrabne blondynki, nawet jeśli nie mają nic do powiedzenia, niż oczytane, niewyróżniające się niczym dziewczyny. Żadne odkrycie.
Mimo to, słuchając całej płyty nabrałam wrażenia, jakby Kate Nash nagrywając “My Best Friend Is You” ( swoją drogą kiepski tytuł, jakby ku pocieszeniu nastolatek), przechodziła delikatną metamorfozę. Jedną nogą stoi jeszcze po stronie lekkich utworów z ”Made of Bricks”, a drugą poszukuje nowych brzmień.
Sporo tu lekkich, popowych numerów, idealnych na wiosnę, które wpadają jednym uchem i wypadają drugim, a z drugiej strony, trochę tu aktorskiej deklamacji gitarowych ballad i zabawy wokalem.
Kategoria numer jeden – POP, za pięć punktów:
pytanie: Kiss That Grrrl
odpowiedź: Która z piosenek Kate Nash nawiązuje do popu z lat ’60 a la “It’ My Party and I Cry if I Want To” ?
Dalej płynnie przechodzimy do kategorii numer dwa: Autystyczny POP, za siedem punktów:
pytanie: Don’t You Want to Share the Guilt/ I Just Love You More
odpowiedź: W których piosenkach na płycie można doszukiwać się cienia eksperymentalizmu?
Na końcu Don’t You Want To Share the Guilt zaczyna deklamować, aż w końcu wykrzykuje słowa o tym, że najgorsze, to nie móc wyrazić słowami tego, co się czuje i czasem kiedy idzie na hałaśliwą stację Kings Cross, ma ochotę wyrzucić z siebie wszystko. Muzyka przyspiesza, piosenkarka krzyczy, świat wiruje.
Może to zbyt daleko idące porównanie, ale kiedy usłyszałam I Just Love You More, przypomniało mi się to, co powiedział Lennon o I Want You (She’s So Heavy), w którym powtarzają się tylko te słowa. Napisał ją dlatego, że nie umiał wyrazić lepiej swojej miłości do Yoko, jedyne co mógł to krzyczeć jak bardzo jej pragnie. Również Nash zastosowała ten patent w I Just Love You More i wyszło jej to dość ciekawie.
Nie będę tu opisywała albumu piosenka po piosence na zasadzie teleturnieju Vabank, bo to byłoby tak nudne, jak robi się ta płyta gdzieś w środku. Oprócz następnej deklamacji, tym razem w wersji hard-porno, reszta utworów zlewa się w całość.
Styl Nash jednocześnie coś stracił i coś zyskał. Na nowej płycie brakuje charakterystycznych klawiszy, które zostały wyparte przez mocną perkusję, smyki i gitarowe podkłady. Za to piosenkarka bawi się swoim głosem – krzyczy, szepcze, mówi, przechodzi z niskich do wyższych tonów. Ciekawe jest też nagranie You Were So Far Away, zaśpiewane w całości na dwa głosy. Moim prywatnym faworytem jest jednak I Hate Seagulls – intymne, delikatne z tekstem zbudowanym na zasadzie kontrastów.
Choć płyta nie powala na kolana, bo nie ma na niej przeboju na miarę Foundations i niektórzy będą błagać niebiosa o przywrócenie starej, dobrej Kate, a sama artystka dokona weryfikacji i rotacji fanów, nie oznacza to, jak w przypadku wielu młodych artystów w fazie drugiej płyty, że Nash się nie sprawdziła. Jest już po prostu kimś innym. I ma nadzieję, że jej fani też.
*Drugą część eksperymentalnej kolaboracji znajdziecie na blogu coldaim.
Don’t You Want To Share the Guilt
I Hate Seagulls
Co do oceny to tak jak w komentarzach u mnie. Natomiast co do formy: Va Banque rządzi:)
Kategoria mruczanek mruczanych przez (nie całkikem) grzeczne dziewczęta. Któras z jej piosenek mogła by spokojnie zaplątać sie na sountrack Juno.
S.