
Żyjemy w Europie, a mimo to większość z nas nie ma pojęcia o tym, co dzieje się w kraju obok. Dochodzą do nas skrawki informacji o polityce, zbieramy w głowie kilka stereotypów, czasem uda nam się gdzieś wyjechać i zdobyć pełniejszy obraz. Ale ile wiemy o muzyce Portugalii, Francji, Norwegii? Ja niewiele. Jesteśmy na to trochę skazani, bo w radiu słychać większość produktów amerykańskich, angielskich i tylko czasami poleci coś z Polski.
Dlatego postanowiłam otworzyć nową serię artykułów przybliżających muzykę ze świata, bo sama jestem ciekawa co się dzieje wokół. Nie jestem zadowolona tylko z tytułu, jaki wymyśliłam. Nie jest zbyt oryginalny. Jeśli macie coś lepszego, to dawajcie.
Z każdego kraju wybiorę kilka zespołów lub piosenkarzy, którzy najbardziej przyciągnęli moją uwagę. Zaczynam od Francji, wybór jest całkowicie przypadkowy.
Pierwsza z ciekawszych rzeczy, na które trafiłam z życia stolicy, to projekt P20ris. Jest to program telewizji oparty na uchwyceniu 20 artystów w 20 różnych dzielnicach Paryża. Wielu z piosenkarzy występujących w programie jest nienznanych szerszej publiczności, występują w małych klubach lub grają na ulicach. P20ris to następny argument dla którego Francja jest krajem bardziej cywilizowanym od Polski. Dbają o swoich artystów, choć nie tylko, bo w programie występują również muzycy z Belgii, czy Irlandii.
Mimo iż francuski jest uważany jednym z najbardziej śpiewnych i romantycznych języków, niewielu artystów decyduje się na wykonuwanie utworów w języku ojczystym. Do tej większości nie należy, przypominająca Vanessę Paradis, Lisa Portelli.
Piosenka zaśpiewana przez nią w programie jest krótka, lecz pozostawia niedosyt i chce się słuchać jej więcej. Polecam również bardzo dobry teledysk do melancholijnej piosenki L\’Echelle
Lisa Portelli L’horizon
Następnym zespołem, któy wyłowiłam z P20ris, są Namaste’. W ich muzyce jest jakiś dziwne reagge’owy zaśpiew, a mimo to nie można przypisać muzyki Namaste’ właśnie do tego gatunku. Wokalista rapuje i śpiewa na przemian, w piosence L’absurde wykorzystali też wiolonczelę, więc widać że idą raczej w kierunku stworzenia własnego stylu. Na pewno nie zmieniają świata swoim graniem, ale nie o to zawsze chodzi. Ważne jest to, że niosą dużo pozytywnej energii.
Jeśli chcecie zagłębić się w paryskie mini kocerty, to polecam również Mademoiselle K, Ben Mazue oraz belgijkę Selah Sue, która wykonała świetny cover Lauren Hill.
Namaste’ L’absurde
Następnym, godnym polecenia projektem są sesje urządzane przez portal Soul Kitchen.
Zespołem, który wyróżnia się spośród wielu różnych jest Skip the Use. Śpiewają głównie po angielsku, z ostrym akcentem, ale może to i lepiej, bo teksty mają dość mocne. Wokale również i w ogóle wokalista wygląda na niezłego wariata, kiedy na koniec jednej z piosenek udaje konia. (Give me your life)
Skip the Use PIL
Główną tendecję, jaką można zauważyć na francuskim rynku, to taka iż lubią kobiety z gitarą. Muzyka, która nie przeszkadza, lecz nie wzbogaca życia. Wystarczy posłuchać francuskiego odpowiednika India. Arie, czyli Irmy lub Joyce Jonhatan. Z drugiej strony, jeśli właśnie tego słuchają Francuzi w radiu, to nie dziwię się, że są spokojniejszym i bardziej wyluzowanym narodem niż Polacy.
Bardziej alternatywne brzmienia prezentująją Les Negressess Vertes coś pomiędzy jazzem, a acid jazzem. Kojarzą mi się z wczesnymi składankami Pozytywnych Wibracji, bardzo pozytywnie. Niestety nie mają żadnego profesjonalnego teledysku:
Natomiast Hushpuppies grają coś w stylu garażowego rocka. Nie odróżniają się za bardzo od grup swojego pokroju, ale z drugiej strony nie rażą i daje się ich słuchać. Teledysk do You’re gonna say yeah jest wybitnie francuski: miało być śmiesznie, ale nie jest.
Na koniec, żeby wzmocnić uderzenie, punkowa grupa z lat ’80, Les Thugs. Grają naprawdę ostro i dobrze. Wniosek? Najlepsza muzyka to ta, która już była, a nie ta, która jest.
Warto również wspomnieć o ‘La blogotheque’
warto, ale mam pomysł na osobny artykuł, gdzie Blogotheque miało się pojawić, więc nie chciałam za bardzo wałkować tej strony